Po prostu ja. Zajebisty JA!

Blog o mnie i o moim życiu… ale nie tylko…

Takiemu panu już dziękujemy

Granie dominującego władcy jest udawaniem kogoś, kim w głębi nie jesteśmy. Cóż to za siła, skoro trzeba cały czas udowadniać, że się ją ma? – mówi Benedykt Peczko w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską
– Nie daj Boże o coś go zapytać: będzie tłumaczył i wyjaśniał od stworzenia świata i nie da sobie przerwać. Bo zna się na wszystkim. Kroczy, zasiada i przemawia. Naucza. Poucza. Pozwala. Albo nie pozwala. Czasem dochodzi do absurdu, bo on arbitralnie zarządza pieniędzmi, które ona zarabia. Uwielbia, gdy go słuchać i potakiwać, wtedy rośnie. Tylko że my, kobiety, już nie chcemy dmuchać w jego ego. Patriarchalny macho na pierwszy rzut oka ma niewiele wspólnego z naszymi współczesnymi, wrażliwymi mężczyznami. A jednak ta sztywna struktura trzyma się mocno.

– To mi przypomina odgrywanie roli pana domu, przestarzałe czasy. Kiedyś pan domu to był właściciel ziemski albo właściciel fabryki. Służba mówiła: „Pan jeszcze nie wrócił”, ale mówiła też: „Pani jest w salonie”.

– Symbolicznym wyrazem dominacji jest sposób, w jaki mężczyzna się zachowuje, gdy kobieta prowadzi samochód: łapie się za głowę, blednie, syczy, kurczowo przywiera do fotela. Te zachowania nie mają nic wspólnego z rzeczywistością: kobiety są bardzo dobrymi kierowcami, jeżdżą bezpieczniej niż mężczyźni, powodują mniej wypadków. On potrzebuje być ważny, bardzo. Jakie to męczące.

– Potrzebuje czuć się autorytetem. Nie wydaje mu się, że coś narzuca – myśli, że tak jak on uważa, jest dobrze, i nie ma się czego czepiać. Jeżeli życie rodzinne układa się tak, jak on chce, zyskuje trochę spokoju.

– Kontrolowanie daje spokój? Ostatnio słyszę o młodym mężczyźnie, który upiera się przy zakupie pomarańczowych kubków!

– Zawsze to jakiś rodzaj stabilności, porządku: mówię i tak jest. Świat wydaje się wtedy choć trochę opanowany i przewidywalny. Gdy mężczyzna powie: „U mnie w domu wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku”, może mieć poczucie wewnętrznego komfortu. Niestety na krótko. Współczesny świat jest wysoce nieprzewidywalny. Jest tak pełen zmian, zaskakujących zwrotów, że poczucie bezpieczeństwa mężczyzny jest bardzo ograniczone. Weźmy chociażby ostatni kryzys. Lokowaliśmy pieniądze w funduszach inwestycyjnych, graliśmy na giełdzie, zaciągaliśmy kredyty w przekonaniu, że damy radę spłacać raty: wszystko pod kontrolą, raty rozłożone na lata, stała wysokość spłat. I nagle kryzys, mnóstwo ludzi straciło pracę. Przykład trywialny, a jednak dotyczy bardzo poważnej kwestii. Jaki sygnał płynie ze świata w związku z tym kryzysem? Nie możemy być pewni jutra, przyszłości naszej rodziny, przyszłości zawodowej. Mężczyzna, który nie jest w stanie przewidzieć, co go spotka jutro, żyje w potwornym stresie i to jest bardzo głęboko zakorzeniony lęk o charakterze egzystencjalnym – będę czy nie będę, będziemy czy nie będziemy…

– Co ja mam do dania mojej rodzinie, skoro wszystko jest takie niepewne?

– I może rodzina, dom są ostatnim bastionem, gdzie mogę powiedzieć, jak to ma być; i tak ma być. To mi daje namiastkę poczucia kontroli i bezpieczeństwa. Nawet gdyby nie było kryzysu, i tak zmiany w świecie postępują w oszałamiającym tempie, zmienia się rynek, konkurencja, opcje polityczne. Zmieniają się przepisy, przychodzi jeden rząd, dyktuje swoje pomysły, przychodzi następny, dokonuje wymiany pomysłów na własne. Mamy globalne ocieplenie, świńską grypę, a ledwie skończyła się ptasia. Jak się w tym wszystkim znaleźć? Jak zabezpieczyć rodzinę wobec tych zewnętrznych wyzwań?

Ale jest też inny aspekt tego tematu; ostrzejsza wersja męskiej dominacji. Mam na myśli mężczyzn, którzy czują wewnętrzny przymus, aby sprawować władzę. Dystansują się od uczuć, ponieważ to zabezpiecza ich przed wewnętrznym smutkiem i lękiem. Cały czas są jakieś wyzwania, trzeba udowadniać sobie i światu, że jest się najlepszym, że mogę, dam radę, nic i nikt mnie nie pokona. Także w domu. Ten narcystyczny styl można rozpoznać po tym, że trudno się zatrzymać i rozluźnić. W tym przypadku bardziej niż świat zewnętrzny zagraża ten świat, który nosimy w sobie. Podstawowym etapem pozytywnej zmiany byłoby tutaj otwarcie się na swój smutek, lęk, poczucie bezradności, złość na różne czynniki zewnętrzne, które powodują, że moje życie nie wygląda tak, jakbym chciał.

Więcej na http://partnerstwo.onet.pl/1568489,4628,,takiemu_panu_juz_dziekujemy,artykul.html



Najdziwniejszy przypadek śmierci

Koniecznie przeczytaj od początku do samego końca.

Na dorocznej konferencji poświęconej naukowym metodom rozwiązywania spraw kryminalnych, prezydent organizacji AAFS, Dr. Don Harper Mills, zadziwił słuchaczy opowieścią o najdziwniejszym przypadku, dotyczącym kwalifikacji prawnej i przyczyny śmierci, z jakim przyszło mu się spotkać:

23 marca 1994, koroner badał ciało młodego chłopaka - Ronalda Opus - i stwierdził, że bezpośrednią przyczyną zgonu była rana postrzałowa głowy. Jednak według świadków denat skoczył z 10 piętra budynku chcąc popełnić samobójstwo. Zostawił on list pożegnalny, w którym wyjaśnił przyczyny swojej decyzji, a którego autentyczność potwierdzono po dokładnym zbadaniu.

W chwili oddania skoku, gdy był na wysokości 9-go piętra, w jednym z mieszkań nastąpił wystrzał ze strzelby - kula przebiła szybę i trafiła Ronalda prosto w głowę powodując jego natychmiastową śmierć. Ani strzelający, ani Ronald nie wiedzieli, że tuż poniżej 8-go piętra zamocowana była siatka ochraniająca pracujących na wysokości robotników przed niespodziewanym upadkiem - czyli Ronaldowi nie udałoby się popełnić samobójstwa - siatka by go zatrzymała.

Zwyczajowo - kontynuował dr Mills - osoba, która próbuje popełnić samobójstwo i osiąga swój efekt nawet innym sposobem niż to sobie zaplanowała nadal jest uważana za przypadek samobójstwa. Jednak w przypadku pana Opus’a mamy do czynienia z nieco inną sytuacją - został on śmiertelnie postrzelony podczas skoku z dziesiątego piętra, który normalnie zakonczyby się jego śmiercią, jednak z powodu siatki, nie udałoby mu się popełnić samobójstwa - dlatego też koroner uznał, że w tym przypadku należy sprawę traktować jako morderstwo.

Śledztwo wykazało, że pokój na 9-tym piętrze, z którego oddano strzał zamieszkany był przez starsze małżeństwo, które właśnie w tym momencie się kłóciło, a mężczyzna groził żonie bronią. Był on tak zdenerwowany, że pociągnął za spust, ale nie trafił w żonę, a kula ugodziła padającego Rolanda. Kiedy ktoś zamierza zabić osobę A, ale zabija osobę B jest winny morderstwaosoby B. Gdy mężczyźnie postawiono zarzut zabójstwa, zarówno on jak i żona byli zszokowani. Oboje stwierdzili, że myśleli, że broń była nie naładowana. Mężczyzna twierdził, że ma taki nawyk, że podczas kłótni grozi żonie nie nabitą bronią, ale nigdy nie miał zamiaru jej zabić, czy zranić. Dlatego śmierć Rolanda powinna zostać uznana za wypadek - ze względu na fakt,że broń była przypadkowo naładowana.

Dalsze śledztwo ujawniło świadka, który widział jak syn starszej pary ładował nieszczęsną broń kilka tygodni przed zdarzeniem. Okazało się, że kobieta odmówiła synowi wsparcia finansowego gdy poprosił ją o pieniądze na usunięcie ciąży swojej 16-stoletniej dziewczyny, a ten, znając zwyczaj grożenia bronią przez ojca, naładował strzelbę w nadziei, że matka zostanie zastrzelona. W takiej sytuacji sprawa znów stała się sprawą o morderstwo Ronalda Opus. I tu następuje najciekawsza część opowieści:

W śledztwie okazało się, że synem małżeństwa był właśnie Ronald Opus!

Ciąża dziewczyny, brak środków finansowych i nieudana próba zemsty na matce spowodowała, że chłopak zdecydował się na samobójczy skok z dachu budynku. Skok ten został przerwany strzałem w głowę ze strzelby, którą sam naładował w nadziei, że zginie jego matka. I tak dochodzimy do ostatecznego zamknięcia sprawy - uznanej w efekcie za udaną próbę samobójstwa.



Coś dla prawdziwych mężczyzn ;-)

Dziś nie piszę, a pokazuję, a właściwie kto inny pokazuje:

http://nasza-klasa.pl/profile/19467107/gallery/18

Jak dla mnie to forma upośledzenia, ale dosyć ciekawa. Niby za duże, niby złe, ale…



Dupa jak się patrzy.

Znowu powracam do poważnych tematów, absolutnie najwyższej rangi.

Jak co roku, odbył się największy wyścig po tytuł nad tytuły!
Każdy z nas chciałby obcować z laureatami tak prestiżowego i znanego na całym globie konkursu.
Oczywiście nie mówię tutaj o formule 1, nie mówię również o przedwczesnych mistrzostwach europy w piłce nożnej (te mogą być, co najwyżej spóźnione)
Piszę naturalnie o paryskim konkursie na najpiękniejsze pośladki świata.
Konkurs ten wyłania posiadacza najpiękniejszych krągłości zarówno wśród takich osobników jak jak, jak i wśród płci przeciwnej, zwanej piękną. Pozwoliłem sobie na mini foto relację, wraz z krótkimi komentarzami:

Tak wygląda najpiękniejsza dupa świata. Jest to brazylijska dupa, ale ma korzenie polskie:
Najpiękniejsza dupa świata

Rok temu przodowała (tyłowała?) Rumunia:
Najpiękniejsza pupa świata

Co ciekawe nie liczyła się sama dupa, a również prezencja kandydatów:
Prezencja kandydatów

Francja i Brazylia – krok w krok, tyłek w tyłek:
Para dup

Trzeba przyznać, że, jeżeli nie bierzemy pod uwagę biustu, to wybór był słuszny:
Najlepsza dupa

Seksmijsa:
Seks misja

Mam nadzieję, że tej pani ze stresu nie puszczą… nerwy:
Dupa - Kupa

Tutaj widzimy dokładnie jak wyglądała… przepustka i aparat fotograficzny finalistki:
Identyfikator do dupy

Dup na świecie jest sporo, pięknych właścicielek dup nieco mniej. Jeszcze mniej jest pięknych i mądrych właścicielek przyjemnych wizualnie pośladków, ale… i tak jest ich sporo (pozdrowienia dla Wilmore)! Tak, więc podziwiajcie, podrywajcie, korzystajcie, dotykajcie, bo każdy z facetów lubi na wszelkie różne sposoby, zgrabną damską pupę. Właśnie ją dał nam Bóg!

Aaaa
Kołyszące się tyłeczkimeeen!



Bestseller legalnie, za darmo?

Od jakiegoś czasu czytuje całe publikacje, lub wybrane fragmenty książek z wydawnictwa, którym głównym kanałem dystrybucyjnym książek, jest internet. Nie byłoby w tym w sumie nic dziwnego, gdyby nie, to, że sprzedają oni książki w formie elektronicznej. Muszę przyznać, że sporo naprawdę ciekawej i praktycznej wiedzy stamtąd wyciągnąłem, ale gdy dziś przeczytałem o ich nowej promocji, postanowiłem, że warto podzielić się tą informacją z innymi:
Wydawnictwo ZłoteMyśli, zrobiło coś, na co nikt się do tej pory nie odważył.
Niektórzy mówią, że rozdają ich najlepszą książkę…

Czy wiesz już o tym, że od dzisiaj możesz ściągnąć pełną wersję publikacji “Motywacja bez granic”, przeczytać ją, i dopiero po przeczytaniu zdecydować czy, i ile za nią zapłacisz? Brzmi niewiarygodnie?

Książka jest świetna - dopiero zacząłem ją czytać, ale jestem pewien, że naprawdę warto.

Możliwość ściągnięcia publikacji “Motywacja bez granic” potrwa tylko do końca listopada. Masz czas, aby na spokojnie ją przeczytać, a potem zdecydować o tym, ile jest warta dla Ciebie ta wiedza. Kliknij tutaj i zapoznaj się z tą propozycją absolutnie bez żadnych zobowiązań.

PS2: Wyślij wszystkim swoim znajomym informację o tej akcji
( http://motywacja-bez-granic.zlotemysli.pl/dobralektura,1/ ).
Niech także ściągną pełną wersję “Motywacji bez granic”. Jeśli im się nie spodoba, nie będą musieli nic płacić. Gwarantuję jednak, że będą Ci wdzięczni. Zresztą zaraz sam zaczynam informować moich znajomych o tej akcji, bo wiem, że tę publikację mogę im w ciemno polecać.

Motywacja bez granic



Nastepna strona »