Po prostu ja. Zajebisty JA!

Blog o mnie i o moim życiu… ale nie tylko…

Archiwum z Kategorii 'Testy konsumenckie'

Myśleć 2 minuty na przód, to za mało…

Jest 2:53, właśnie skończyłem oglądać film „Ślepy zaułek” opowiadający o
czarnoskórym 16-latku mieszkającym w Brooklynie, który jest clockerem najniższym stopniem w hierarchii handlarzy narkotyków. Jego szef zleca mu pierwsze morderstwo. W ten sposób chłopak ma udowodnić lojalność. Jeśli pomyślnie wykona polecenie, może liczyć na awans i tak zaczyna się cała opowieść. Film wywarł na mnie spore wrażenie – polecam, warto obejrzeć.. Nie było w nim tylko taniej sensacji, natomiast doskonale pokazano jak środowisko działa na człowieka, który się w nim znajduje.
Również świetnie zobrazowano, jak mądrzy ludzie mogą popełniać wielkie błędy oraz jakie mają one konsekwencje w przyszłości.
Taaa… tyle, że nie o filmie chciałem pisać.
Generalnie ostatnio sporo się u mnie dzieje, nawet nie wiem, od czego zacząć, więc dziś po prostu nic nie napiszę.
Na dniach opublikuje wyniki mojej prowokacji oraz skomentuję je.
Paradoksalnie będzie to powiązane z tym, co ostatnio przeżyłem.
Za kilkanaście godzin z Anglii wraca kilka bliskich mi osób, na pewno spędzę z nimi sporo czasu, a potem napiszę co nieco o tym.
Idę spać…

Ps: Na Waszym miejscu nie czytałbym, takich enigmatycznych notek ;-)



RedBull i Actimel - cała prawda! ;-)

Właśnie wróciłem z Biedronki, otwieram pocztę, patrzę a tutaj jakiś spam.
Jednak nie zignorowałem tej wiadomości ze względu na ciekawy nagłówek - “Prawda o Actimel i o RedBull”
Ciekawe, że otwierałem jednocześnie tego maila i napój Be Power! (Biedronkowy odpowiednik RedBulla - przypomina autor).
Treść maila (z poprawionymi literówkami i błędami):
“ACTIMEL

Aspekty, które trzeba mieć na względzie.
ACTIMEL dostarcza organizmowi bakterię zwaną L.CASEI. Ta substancja jest wytwarzana w naturalny sposób przez 98% organizmów, lecz kiedy dostarcza się jej dodatkowo przez dłuższy czas, organizm przestaje ją produkować i stopniowo „zapomina”, co musi robić i jak robić, przede wszystkim u osobników poniżej 14 lat.

W rzeczywistości (Actimel) pojawił się jako lek dla tych niewielu ludzi, którzy nie wytwarzają tej bakterii, ale ilość tych osób okazała się tak niewielka, że lek ten okazał się nieopłacalny. By go zrobić opłacalnym sprzedano jego patent firmom żywnościowym.

Departament Zdrowia zobowiązał ACTIMEL (firmę produkującą) do zaznaczenia w swoich reklamach, że produktu tego nie należy spożywać przez dłuższe okresy i firma ta dopełniła tego obowiązku, ale w formie tak zakamuflowanej, że żaden z konsumentów nie zauważy tego ostrzeżenia. (W każdym kraju wykorzystuje się inne kruczki językowe…przypisek mój)

Jeśli któraś matka decyduje się na uzupełnienie diety żywnościowej swojego dziecka ACTIMELEM, nie zauważy żadnego ostrzeżenia o niestosowności jego użycia i nie dowie się, że może powodować poważną krzywdę w przyszłości, spowodowaną manipulacjami reklamowymi, aby powiększyć zyski producentów.

RED BULL

TEN NAPÓJ JEST SPRZEDAWANY WE WSZYSTKICH SUPERMARKETACH NASZEGO KRAJU…

NASZE DZIECI MOGĄ GO SPOŻYWAĆ NA SPRÓBOWANIE….MOŻE TO BYĆ ŚMIERTELNE…

RED BULL został stworzony, by stymulować mózg osób poddanych dużemu wysiłkowi fizycznemu i wielkim napięciom stresującym, ale nigdy by być konsumowanym jako napój obojętny czy chłodzący.

RED BULL JEST NAPOJEM ENERGETYCZNYM, który się rozprowadza po całym świecie z pomocą sloganu: Zwiększa wytrzymałość fizyczną, podwyższa zdolność koncentracji i szybkość reakcji, dodaje energii i poprawia rześkość. Wszystko to można znaleźć na puszeczce RED BULLA Napój energetyczny tysiąclecia…!

Red Bullowi udało sdię dotrzeć do prawie 100 krajów świata. Marka CZERWONEGO BYKA ma jako swoich konsumentów młodzież i sportowców, dwa segmenty atrakcyjne, które zniewolono prez stymulację, którą powoduje ten napój.

Napój ten został stworzony przez Dietricha Mateschitza, przedsiębiorcę pochodzenia austriackiego, który odkrył ten napój przez przypadek. Stało się to podazas podróży służbowej do Hong Kongu, kiedy pracował dla fabryki produkującej szczoteczki do zębów.

Plan na bazie przepisu, który zawierał kofeinę, i taurinę wywołał furorę w tym kraju. Słusznie przewidział olbrzymi sukces tego napoju w Europie, gdzie na razie nie istniał ten produkt i co więcej zobaczył wielką szansę przeistoczenia się w przedsiębiorcę.

ALE PRAWDA O TYM NAPOJU JEST INNA: FRANCJA i DANIA właśnie zabroniły jego rozprowadzaniu, ze względu n ato, że jest to śmiertelny koktajl, spowodowany zbiorem witamin mieszanym z GLUCURONOLACTONE, produktem chemicznym wysoko niebezpiecznym, który został stworzony przez Departament Obrony Stanów Zjednoczonych w latach sześćdziesiątych, by stymulować morale wojska w Wietnamie, który działał jako narkotyk halucynogenny, zwalczający stres wojenny. Jednak jego efekcty w organizmie okazały się tak niszczycielskie, że został wycofany wobec wysokich wskaźników migreny, guzów mózgowych i chorób wątroby, które występowały u żołnierzy, którzy go spożywali….Pomimo tego na puszce RED BULLA można wyczytać wśród składników: GLUCURONOLACTONE, skatalogowany medycznie jako stymulant.

Co jednak nie figuruje na puszce RED BULLA, to konsekwencje jego spożycia, które powinny być umieszczone w całej serii OSTRZEŻEŃ:

1).- Jest niebezpiecznie spożywać go, jeśli po jego spożyciu nie wykonujesz ćwiczeń fizycznych, ponieważ funkcja energetyzująca napoju przyspiesza rytm bicia serca i może spowodować nagły zawał.

2).- Jesteś w niebezpieczeństwie dostania wylewu do mózgu, spowodowanego tym, że RED BULL zawiera składniki, które rozcieńczają krew, by serce mogło łatwiej przetaczać krew by móc w ten sposób wysiłek fizyczny uczynić mniej wyczerpującym.

3).- Zabronione jest mieszanie RED BULLA z alkoholem, ponieważ mieszanka ta zmienia napój w “Śmiertelną Bombę”, która atakuje bezpośrednio wątrobę, powodując, że miejsce zaatakowane się nie regeneruje.

4).- Jednym z podstawowych składników RED BULLA jest witamina B12, używana w medycynie do ratowania pacjentów w stanie nieprzytomności po spożyciu olbrzymich dawek alkoholu. Stąd nadciśnienie i stan ekscytacji, w którym się znajdujesz po spożyciu RED BULLA, jak gdybyś był pod wpływem alkoholu.

5).- Regularne spożywanie RED BULLA wyzwala pojawianie się całej serii chorób nerwowych i neurotycznych nieodwracalnych.

WNIOSEK: Jest to napój, który powinien być zabroniony, ponieważ jest mieszany z alkoholem i tworzy bombę zegarową dla organizmu, przede wszystkim, wśród nastolatków i dorosłych, którzy nie posiadają tej informacji.

PRZEKAŻ TO DALEJ, PRZYNAJMNIEJ NIECH LUDZIE WIEDZĄ I NIECH SAMI DECYDUJĄ

(RAPORT PHD KHALET GEBARA MD in USA California (UCLA University)”

Teraz pora na mój komentarz.
Sekunda, tylko wezmę jeszcze łyczka Be Powera…
Ok, mogę pisać. O Actimelu nie będę się wypowiadał, bo miałem go może ze 2 razy w ustach i zwyczajnie mało mnie on interesuje. Moze Wilmore napisze coś więcej o tym, bo czasem w jego lodówce widuję ten produkt.
Napiszę tylko, że słyszałem już dosyć dawno temu podobne opinie, tak więc możemy przyjąć, że jest w tym sporo, lun nawet 100% racji.
Natomiast jako znawca i smakosz napojów RedBullopodchodnych, czuję potrzebę i obowiązek ustosunkowania się do podanych zarzutów.
Jestem przekonany, że picie regularnie i/lub nadmiernie tego typu napojów na pewno szkodzi zdrowiu, ale tak jest z większością artykułów spożywczych, więc zarzut numer 5 jest co najmniej śmieszny.
Odnośnie przyspieszania bicia serca i co za tym idzie zwiększenia ryzyka zawału, to naturalnie jest to prawda.
Ja akurat muszę wypić w krótkim czasie 2 litry napoju, aby poczuć spore pobudzenie i szybsze bicie serca.
Należy jednak zadać sobie pytanie: Jaka grupa wiekowa pije napoje energetyczne?
Nie trzeba robić specjalnych badań aby stwierdzić, że jest to głównie młodzież i w mniejszości osoby w wieku średnim.
Teraz pora na drugie pytanie: W jakim wieku najczęściej dostaje się zawału?
Tutaj również nie potrzeba żadnego statystyka, lub lekarza, aby wiedzieć, że są to osoby starsze, lub ledwo łapiące się na określenie “bycia w średnim wieku”.
Wniosek narzuca sie sam - RedBull na pewno powoduje pewien rodzaj ryzyka zawału, jednak podejrzewam, że osoby, które miały nieszczęście tego doświadczyć, są jednostkami w skali światowej, gdyż jest to produkt dla ludzi z innymi problemami zdrowotnymi niż ryzyku zawału.`
To samo tyczy się punktu drugiego - młodzi ludzie mają silniejszy organizm - koniec, kropka.
To tak jakby wymagać opisu na każdej butelce alkoholu, że jeżeli roczne dziecko napije się choć troszkę, może umrzeć - to raczej oczywiste.
Pora na omówienie punkty numer 3. Wiadomo, że zarówno alkohol jak i napój energetyczny jest szkodliwy dla wątroby. Podejrzewam, że lepiej wypić 250 ml wódki i 250 ml RedBulla, niż pól litra wódki. Pomijając stan trzeźwości, to na pewno wódka będzie groźniejsza dla wątroby.
Punkt czwarty, mówi o efekcie jaki daje RedBull - nie widzę w tym nic złego, do tego właśnie służy - do pobudzenia.

To chyba na tyle. Podsumowując:
Napoje energetyczne są dla ludzi. Na pewno nie są to produkty zdrowotne, bardziej zakwalifikowałbym je do swego rodzaju używek. Mają swój cel, mają również skutki uboczne, ale pite przez osoby w odpowiednim wieku, w normalnych ilościach i z odpowiednią częstotliwością, na pewno nie będą miały wpływu na stan zdrowotny spożywającego.

Amen. Carpe Dżem!



Śniadanie w McDonald’s

Dziś, oraz wczoraj z przyczyn mniej lub bardziej losowych spędziłem ranek w czymś, co dumnie zwie się „restauracją”, czyli w McDonald’s. Nie jestem częstym klientem tej jadłodajni – raz na 2 miesiące przypadkowo zjem tam cheeseburgera, lub wypiję szejka .
Wczoraj przeżyłem szok, kiedy to po wejściu do lokalu, moja towarzyszka oświadczyła mi, że o tej porze nie kupię cheeseburgera. Pomyślałem, że słabym dowcipem jest mówienie o tym, że nie dostanę kanapki w restauracji, która z niej właśnie słynie.
Okazało się, że nie był to żart, choć od dnia żartów się zaczęło, czyli od 1 kwietnia.
Otóż od początku miesiąca McDonald’s idąc za zachodnim wzorcem wprowadził ofertę śniadaniową. Co prawda jak udowodnił mi Wilmore, stały bywalec McDonald’s (coś trzeba robić zamiast chodzić na zajęcia), taka oferta była już dostępna w czerwcu 2005 roku, jednak był to eksperyment, a nie na stałe wprowadzona opcja.
Oferta śniadaniowa polega na serwowaniu od otwarcia lokalu, do 10:30 wyłącznie deserów, napojów (szczególnie duży wybór różnego rodzaju kaw marki Jacobs), oraz kanapek śniadaniowych.
Zapomniałem zabrać ulotkę, aby dokładnie wszystko opisać, ale oprócz kanapek z serem i szynką, lub z podwójnym serem, które zapadły mi w pamięć i pod podniebienie, szczególną uwagę zwróciłem na kanapkę z serem i uwaga: JAJKIEM.
Doczekałem się czasów, kiedy to w McDonald’s mogę zjeść jajko. Jest ono w formie czegoś na kształt omleta, a razem z nadtopionym żółtym serem, oraz mięciutką bułeczką smakuje wybornie. Przez chwilę miałem nawet wrażenie, że jem coś zdrowego, ale nie popadajmy w skrajność.
Wspomniana kanapka kosztuje 3 zł, czyli normalna (wysoka) cena jak na ten lokal.
Co ciekawe aktualnie jest promocja i jeżeli kupię sobie dowolną kawę, to taki przysmak dostanę w prezencie.
Interesuje mnie tylko biała kawa, tak więc zerknąłem na jej cenę
Mała – 0,2 l, to koszt 3,90 zł, natomiast duża – 0,3 l (też mi wielki rozmiar!), kosztuje 4,90 zł.
Oczywiście, zarówno wczoraj, jak i dziś inwestowałem w dużą białą kawę.
Teraz każdy, kto czyta tą notkę myśl, że za niecałe 5 zł otrzymywałem dużą kawę i kanapkę z jajkiem, ale tutaj zaskoczenie - nie tylko!
Do godziny 10:30 (a właściwie w praktyce do 10:15) miła pani chodziła z dzbankami kawy, pytając czy klienci chcą darmową dolewkę. Dolewki kawy były nielimitowane i co ciekawe pani dosyć często przechadzała się między stolikami proponując pobudzający napój. Moje zdziwienie wynika z tego, że swego czasu w Pizzy Hut, była podobna promocja, tyle, że z Pepsi. Nazywała się “Wielka dolewka” i teoretycznie po wykupieniu pewnej ilości pepsi w jakiejś tam cenie (nie pamiętam już dokładnie), można było dostawać pepsi do oporu. Wyglądało to tak, że kelnerka przychodziła na samym początku, jak człowiek jeszcze nic nie wypił i dolewała odrobinę pepsi. Później pojawiał się jeszcze raz, a następnie chowała po kątach, aby tylko nikt nie poprosił o więcej. W każdym razie McDonald’s, stosuje inny, przyjaźniejszy marketing i kawy jest rzeczywiście w brud.
Jednak na tym nie kończą się niespodzianki. Na każdej dużej kawie znajduje się naklejka z obrazkiem kawy (herbaty?), oraz mała kartonowa plansza, którą można oderwać od kubka. Po co? Ano po to, aby przyklejać naklejki na kartonik i po przyklejeniu 6 sztuk wymienić kartonik na darmową kawę. Po 2 dniach, mam 4 takie naklejki i chyba następnym razem zaczepię kogoś, aby odstąpił mi swoją naklejkę, gdyż sporo kubków z nimi było wyrzucanych.
W McDonald’s przez te 2 dni spędziłem prawie 10 godzin i oprócz testowania nowych śniadaniowych produktów obserwowałem zachowania i sposób bycia innych klientów.
To nie bywałe jak różne osoby tam przychodzą, jakim językiem się posługują, oraz w jaki sposób jedzą i piją, ale o tym napiszę więcej w innej notce.
Naturalnie nie byłbym sobą, gdybym nie zagadał do całkiem ładnej kasjerki.
Przeczytałem jak ma na imię z plakietki, którą nosi każdy pracownik na piersi i dialog potoczył się tak:
Ja: Pani Magdo, poproszę dużą kawę, białą kawę.
McDonald’s Girl: “A Pan jak ma na imię?”
Ja: (…) - przedstawiłem się
McDonald’s Girl: “Duża kawa, dla Pana (…), Proszę Panie (…), kawa i gratis kanapka.”
Ja: “Dziękuje serdecznie. Miłego dnia życzę!”
McDonald’s Girl: “Proszę bardzo, zapraszam ponownie.”
Ja: “Na pewno wrócę.”
Po 2 godzinach wracam i kolejna mała rozmowa:
Ja: “Witam ponownie Pani Magdo. Poproszę 2 duże białe kawy”
McDonald’s Girl: “9,80 zł”
Ja (podając pieniądze): “Proszę. Teraz niestety nie dostanę kanapki gratis”
McDonald’s Girl: “Niestety, promocja jest tylko do 10:30″
Ja: “To skandal! Tak całkowicie bez gratisów!”
McDonald’s Girl: “No niestety, tylko do 10:30″
Ja: “To chodziarz gratis powinienem dostać Pani numer telefonu”
McDonald’s Girl (z uśmiechem): “Dobrze.”
Następnie podała mi swój numer. Spisałem i pożegnałem się… Może napiszę, lub zadzwonię.

Podsumowując, nowa oferta McDonald’s zrobiła na mnie pozytywne wrażenie i teraz mam odrobinę lepszą opinię o tej restauracji. Na pewno mając 5 zł w portfelu wpadnę tam nie raz, aby porozmawiać z panią Magdą, zjeść kanapkę z jakiem, oraz napić się kawy, która da mi energię na cały dzień.

McDonald's



Strzał w dziesiątkę

Poniedziałkowy wieczór, można by nawet rzec, że noc, bo godzina 23:45.
Pomyślałem, że warto oderwać się od pracy i zobaczyć coś w telewizji.
Z założenia miał to być jakiś mało ambitny film, ze względu na późną porę i moje zmęczenie.
Wstukałem w przeglądarce adres www.tv.wp.pl i szybko ogarnąłem wzrokiem, jakie ciekawe filmy oferuje mi telewizja publiczna. Naturalnie nic ciekawego nie znalazłem. Nagle mój wzrok przyciągnął napis „Strzał w 10” – teleturniej o 23:55.
Widziałem wcześniej reklamę tego nowego show Polsatu – sztuczne okrzyki publiczności, brawa, wielkie kwoty i… Cezary Pazura w roli prowadzącego. Lubię tego aktora komediowego, więc pomyślałem, że mogę zobaczyć jak wydurnia się w mało ambitnym programie.
„Strzał w 10” polega na typowaniu przez uczestnika, jaki procent Polaków robi daną rzecz.
Runda o główną nagrodę pieniężną składa się z 4 pytań tekstowych, ale z pięciu etapów w grze. Poszczególne etapy Rundy II (Runda I to eliminacje, które wyłaniają jednego uczestnika) przedstawiają się następująco:
I etap – premiowany jest kwotą 100,00 zł
II etap – premiowany jest kwotą 1000,00 zł
III etap – premiowany jest kwotą 10 000,00 zł
IV etap – premiowany jest kwotą 100 000,00 zł
Piąty etap gry o nagrodę główną 1 000 000 zł wyjaśnia się dopiero wtedy, kiedy zawodnik dociera to tego etapu - cokolwiek to ma znaczyć, tak to było wyjaśnione.Tak czy inaczej, w każdym z etapów padają pytania typu:
„Ile procent Polek przyznaje się, że przynajmniej raz udawało orgazm?”
“Ile mężczyzn przyznaje się, że zdarza im się płakać na filmie?”
Czyli wiedza nie jest ważna, a pewna wiedza o społeczeństwie, szczęście, oraz wyczucie.
Mimo tego teleturniej oglądało mi się dobrze, gdyż ciekawiły mnie te statystyki, a i żarty Pazury, były niezłe.
Jednak te dwa czynniki nie zadecydowały o tym, że „Strzał w dziesiątkę” oglądało mi się wyjątkowo dobrze.
Na to wpływ miały kolejne, dwa, dodatkowe czynniki.
Pierwszym z nich była moja pól litrowa kawa, według mojego przepisu omawianego kiedyś na blogu.
Natomiast drugim czynnikiem było to, kto brał udział w konkursie.
Nie wiem czy to zbieg okoliczności, ale o milion (bo on jest główna nagrodą), grały tylko i wyłącznie panie. Na moje oko były średnio w wieku 25 lat i były naprawdę ładne. Każdej z uczestniczek pomagała koleżanka i nie wiem jak to możliwe, ale każda z nich była ładna.
Co więcej, większość z nich była BARDZO wybijająca się ponad przeciętność (ahh ta piękna przyjaciółka grającej). Jeżeli tak ma wyglądać każdy odcinek tego teleturnieju to będę go oglądał.
Zajebiste laski, śmieszny prowadzący i ciekawe statystyki, to coś to pomaga się zrelaksować.
Oczywiście była to powtórka programu, jak zdążyłem sprawdzić, normalnie jest emitowany w sobotę o godzinie 17:45.
Polsat jawnie chce przebić TVN, który o 18 w soboty nadaje “Milionerów”, ciekawa koncepcja. Być może będzie to pierwszy teleturniej który będę często, a może nawet i co sobotę oglądał, gdyż jak dla mnie to strzał w dziesiątkę ;-)

Strzał w 10



Nie kłam kochanie

“Nie kłam kochanie”, to tytuł nowej polskiej komedii romantycznej.
Już to źle się kojarzy. Komedie romantyczne są z reguły tandetne, według jednego schematu, oraz ze słabymi żartami. Gatunek ten w Polsce jest szczególnie słaby. Wystarczy wymienić ostanie “hity” takie jak “Nigdy w życiu” (ten film akurat w miarę trzymał poziom, głównie dzięki Danucie Stence), “Ja Wam pokażę”, “Tylko mnie kochaj” i “Dlaczego nie!”
Po zobaczeniu tego ostatniego filmu, który był totalnym dnem, jadąc do kina byłem nastawiony na coś tylko odrobinę lepszego.
Oczywiście na tego typu wyjście musiałem wybrać się między innymi z Wilmorem, gdyż z nim najlepiej szydzi się z aktorów i reżyserów, a jeżeli film jest wybitnie słaby, to genialnie stwarzamy razem nowy, lepszy dubbing.

Na samym początku filmu z racji mego nastawianie, parę razy szepnąłem na ucho Wilmorowi moją wersje dialogu gdyż film wydał mi się w stylu “Dlaczego nie!”
Na szczęście mój wrodzony instynkt wyjątkowo mnie zawiódł i to, co zobaczyłem było diametralnie inne od moich przeczuć.
Oczywiście komedia jest zrobiona według znanego schematu, czyli:
pierwsza osoba darzy uczuciem drugą, która niestety na początku jej nie zauważa.
Później następuje zwrot akcji i nagle dwie zbłąkane dusze natrafiają na siebie i kochają się. Niestety w skutek zawirowań życiowych i błędów jednego z dwóch głównym bohaterów, para rozpada się by na koniec filmy pocałować się namiętnie i prosić o to, aby widz życzył im wszystkiego najlepszego. Ten film naturalnie nie odbiega w żaden sposób od tych wytycznych. Mam wrażenie, że powstał poradnik:
“Jak napisać scenariusz komedii romantycznej?” i że scenarzyści i tym razem nie ominęli tej lektury, jednak to wcale nie razi.
Film jest podany lekko, natomiast nie jest całkowicie oderwany od rzeczywistości, jak większość tego typu produkcji.
W filmie możemy zobaczyć piękną (ach, och!) ogrodniczkę (Marta Żmuda Trzebiatowska), o imieniu Anna, która rozmawia z roślinami i pracuje nowoczesnym wieżowcu, oraz Marcina, byłego bankowca (Piotr Adamczyk), który mimo posiadania na ręku Rolexa za prawie 40 000 zł (z tego co pamiętam tyle kosztuje ten model), ma wielkie problemy z finansami, ale jeszcze nie zostaje pozbawiony swojego luksusowego życia (mieszkanie, golf, siłownia).
Ona podkochuje się w nim od dawna, on wiedzieć czemu – nie zauważa jej.
Ona jest skromna, prawdomówna i wrażliwa, on jest typowym podrywaczem i kłamcą.
Cała znajomość zaczyna się rozwijać dzięki faktowi, że Nela, ciotka Marcina (Beata Tyszkiewicz), chce zostawić siostrzeńcowi pokaźny spadek, jednak tylko pod warunkiem posiadania przez niego narzeczonej.
Marcina nie chce znać żadna była dziewczyna, więc dzięki małemu kłamstwu udaje mu się nakłonić Anię do udawania jego przyszłej żony. Od tego momentu zaczyna się nakręcać cała akcja.
Piotr Adamczyk o dziwo świetnie znajduje się w komedii romantycznej.
Niesamowicie ewoluował z Papieża, przez żonatego geja, który nie do końca wie, czego chce (w “LEJDIS”), do normalnego hetero w „nie kłam kochanie”.
Marta Żmuda Trzebiatowska, gra świetnie. Wcześniej praktycznie jej nie znałem, gdyż występowała właściwie tylko w serialach. Dziewczyna gra subtelnie, ale przekonująco, a na dodatek jest naprawdę śliczna. Jakby to mój przyjaciel powiedział: „Brałbym ją z pocałowaniem ręki” i na tym zakończę zachwycać się nią, bo napisałbym pewnie kilka szowinistycznych stwierdzeń.
Wystarczy, że zamieszczę tutaj jej zdjęcie:
Marta Żmuda Trzebiatowska

Jednak na niej nie kończy się film. Beata Tyszkiewicz też świetnie odgrywa swoją rolę pijącej ciotki hazardzistki i nie wyobrażam sobie w tej roli kogoś innego, szczególnie, że darzę tę kobietę dużą sympatią.
Smaczku dodaje Tomasz Karolak, grający bogatego przyjaciela Marcina. Wcześniej grał świetnie w Testosteronie, a teraz wszędzie go widać, np w niezłym serialu “39 i pół”.
Mimo tak dobrej obsady, wszystkich deklasuje Sławomir Orzechowski, grający ojca Marcina, czyli po prostu MARIANA! Wypowiada on dosłownie jedno zdanie w całym filmie, ale i tak jest najlepszy. Dlaczego? Zapraszam do kina, a będzie okazja przekonać się o tym osobiście.
Ogólnie film jest bardzo ładnie nakręcony, dialogi są niebanalne (szczególnie ten z fikusem!), a postacie bardzo ciekawe. Właściwie nie wiem. czego mógłbym więcej oczekiwać po tego typu komedii. Śmiałem się co chwilę i dlatego spokojnie 8,5 na 10 spokojnie wystawiam.
Możesz śmiało zaprosić na ten film dziewczynę, mamę, przyjaciela, a nawet własną babcie.

Nie kłamie kochanie :-)

Nie kłam kochanie



NastEpna strona »