Zawżdy prawdy powiadają jakoby ten zacny organ, strzegący prawości, godzien był polecenia.
Czyny jego chwalebne będą tu opisane, a moje słowo odnośnie tematyki notki, mimo iż spaźnione dań honorowe dotrzymane.
Tyle słowem wstępu, no może dodam jeszcze, że notka będzie przydługawa, może nawet najdłuższa w dotychczasowej histroii bloga, gdyż mam o czym pisać i dziś wreszcie skończyłem notkę o naszych niebieskich przyjaciołach. Zanim zabrałem się do pisania postanowiłem się czegoś więcej dowiedzieć, na temat polskich służby porządkowych.
Wikipedia podpowiedział mi:
“Policja – umundurowana i uzbrojona formacja przeznaczona do ochrony bezpieczeństwa ludzi i mienia oraz do utrzymywania bezpieczeństwa i porządku publicznego.”
Z mojego punktu widzenia warto zwrócić uwagę na słowa budujące zaufanie takie jak:
- ochrona
- bezpieczeństwo
- porządek publiczny
Z założenia wszystko pięknie i fajnie, ale jak to jest w praktyce. Większość z obywateli naszego pięknego niczym Irlandia kraju, mieli pośredni, lub bezpośredni kontakt z policją.
Ja byłem “spisywany” kilka razy, 3 razy zwracałem się o pomoc i raz składałem zeznania.
Zawsze daleko było mi od używania haseł typu “HWDP” (CHWDP?), “PSY”, “KURWY” i inne odnoszące się do naszych niebieskich przyjaciół.
Pragnę opisać 2 sytuacje, które miały miejsce nieco ponad 2 tygodnie temu (czwartek i piątek).
Idę sobie ulicą w piękny wiosenny dzień. Rozglądam się wokół i patrzę na zabieganych ludzi, myśląc, że tego dnia mam już spokój od wszystkich obowiązków i moim największym problemem może być, to, że zajdzie słońce, a przyjemny lekki wiaterek, stanie się porywisty i zimny. Nagle mijając przystanek patrzę, a tam znajoma twarz. Od razu skojarzyłem, że jest to złodziej, który ukradł mojej znajomej torebkę prawie rok wcześniej. Wiedziałem jak wygląda, bo już kiedyś, gdy byłem z nią w autobusie, pokazała mi go. Wtedy głupi liczyłem na armie 30 uzbrojonych w pałki i tarcze policjantów, którzy pilnowali kibiców lokalnej drużyny, gdyż wtedy odbywał się ważny mecz. Oczywiście zanim raczyli zareagować facet zniknął, ale go sobie dobrze zapamiętałem. Tym razem postanowiłem, że nie popuszczę i ten łysogłowy bezczelny gniot poniesie konsekwencje swojego czynu. Patrząc na niego i na jego brzydką dziewczynę wyjąłem komórkę i zadzwoniłem pod 112. Wyjątkowo szybko usłyszałem głos po drugiej stronie. Wyjaśniłem, że nazywam się tak i tak, że na tym, a tym przystanku jest złodziej i że fajnie gdyby przyjechali. Dyżurny powiedział, że przyjedzie tam radiowóz.
Powiedziałem, że to wszystko bardzo miłe, co mówi, tyle, że zaraz pewnie przyjedzie autobus, a osoby stojące na przystanku zazwyczaj czekają właśnie na autobusy, więc za 5 minut faceta nie będzie.
Dyżurny powiedział, że mam czekać, bo nie wie, kiedy ktoś przyjedzie.
Nieco zirytowany, podziękowałem i postanowiłem czekać.
Minęły 3 minuty i podjechał autobus, do którego obserwowana przeze mnie para wsiadła.
Nie mając innego wyjścia wsiadłem również do autobusu, jadącego w kierunku, z którego właśnie wróciłem, ale cóż, siła wyższa. Stojąc w autobusie zadzwoniłem do chłopaka okradzionej koleżanki, aby powiedzieć mu, co się dzieje. Akurat był z nią i to w miejscu, do którego zmierzał autobus, więc oboje szli w kierunku najbliższego postoju.
Na następnym przystanku mój łysy kolega z brzydką dupą wyszedł, a ja oczywiście również.
Idąc za nim już wiedziałem, że on zorientował się, o co chodzi, bo na piechotę przeszedł taką drogę, jaką mógł jechać autobusem (do kolejnego przystanku).
Para weszła do banku, a ja spotkałem się z kumplem i jego dziewczyną, która potwierdziła, ze to na pewno on ukradł jej torebkę. Zadzwoniłem ponownie na 112, mówiąc, że mają przyjechać w inne miejsce. Byłem w szoku, ale po 5 minutach byli tam i to nowiutką policyjną furgonetką. Policjanci weszli do banku, wyprowadzili naszego złodzieja o wyglądzie zabójcy (czarne oczy, lekko przypakowany, wysokie czoło, łyska głowa).
Moi znajomi pojechali na komisariat, a ja wróciłem do domu. Później dostałem telefon, że jestem potrzebny, aby zeznawać. Czekając 2 godziny na komisariacie, aż przesłuchają koleżankę, wreszcie doczekałem się mojego przesłuchania. O ile do tego momentu mojej średnio ciekawej opowieści, można wywnioskować, że w tym przypadku policja zadziałała nawet sprawnie, to przesłuchanie było rodem z „13 posterunku”.
Wchodzę wraz z policjantem do pokoju, w którym panuje chaos i nieporządek i pierwsze słowa, jakie słyszę z ust funkcjonariusza to:
-„O kurwa, ale tu gorąco!”
Myślę, sobie, że to po prostu chwila zapomnienia, ale nie.
Policjant podchodząc do biurka wziął swoją komórkę do ręki i wypowiedział drugie zdanie:
-„Kurwa, ktoś do mnie dzwonił, Po co ktoś do mnie dzwonił?”
Nie wiedziałem, czy mam odpowiadać, czy nie, więc przemilczałem.
Policjant siadając na krześle, wziął głęboki oddech i poprosił mnie o dowód osobisty.
Po chwili ciszy, podczas której patrzyłem na jego rozpiętą w znacznym stopniu koszulę i owłosioną klatę, przesłuchanie rozpoczęło się!
Policjant otworzył Worda i pisząc mówił na głos:
-„Nie pamiętam, kiedy to dokładnie było, ale…”
Nieco zdziwiony odparłem:
-„Słucham?”
W odpowiedzi usłyszałem:
-„To są Pana słowa, właśnie składa Pan zeznania”
Zrozumiałem, o co chodzi, a chodziło o to, że sprytny policjant przerabiał zeznania mojej koleżanki, tak, aby cała opowieść była przedstawiona z mojej perspektywy, a ja miałem tylko przytakiwać i dopowiadać. Uśmiechnąłem się i czekałem słuchając tego, co rzekomo mówię.
Nudziło mi się odrobinę, więc spytałem czy mogę sobie poczytać raport koleżanki, który leżał wydrukowany na biurku. Policjant pozwolił mi, więc zacząłem sobie czytać.
Po chwili mówię:
„Tutaj jest błąd w nazwisku, nie tak, tylko siak. Tu powinno być „u” zamknięte, tutaj brakuje przecinka…”
Policjant na to bez mrugnięcia okiem mówi:
„Dobra, dobra, proszę się już tak nie wczytywać, to są tajne dokumenty” i zabrał mi raport.
Słuchając dalej „mojej” opowieści nagle zacząłem się śmiać.
Na pytanie, dlaczego się śmieję, odpowiedziałem, że z formy przesłuchania. Funkcjonariusz odpowiedział, że muszą tak robić, aby było szybciej, tylko, że bez większych zmian też nie mogą, bo prokurator się potem „czepia”.
Nagle zadzwonił telefon, facet odbiera i mówi mniej więcej tak:
„No cześć! Co pułki?! O kurwa, zajebiście pułki! Ej, to słuchaj, załatw mi takie pułki, bo potem będą w każdym gabinecie, tylko nie moim. Dobra, ok. Tylko załatw, bo muszę mieć takie pułki. Ok, zajebiście. Zajebisty motyw! Ja teraz mam przesłuchanie, więc się potem odezwę. Dobra, cześć, nara!”
Byłem zszokowany, ale tego nie pokazałem, dodam tylko, że policjant miał przeszło 30 lat, nie wiem czy nawet nie bliżej czterdziestki.
Po rozmowie, tworzenie raportu dalej trwało.
Zostałem spytany o to jak wyglądała kobieta z którą był podejrzany.
Odpowiedziałem nie kryjąc emocji:
“Jaka ona była brzydka! Masakra! Piegi na całej twarzy, ciemne, długie, tłuste włosy. Brr.. Jaka ona była brzydka!”
Po kilku kolejnych pytaniach, ja postanowiłem zadać swoje. Jak postanowiłem, tak też zrobiłem i spytałem, czy mogę wiedzieć jak nazywa się ten zatrzymany facet. Pytałem, bo czułbym się nieco bardziej komfortowo, szczególnie, że gdy go pakowali to furgonetki policyjnej, facet patrzył na mnie złowrogo.
W odpowiedzi usłyszałem:
„Z ciebie to taki wygadany cwaniak jest, co?”
Uśmiechnąłem się i powiedziałem, że nie wiem czy cwaniak, ale na pewno wygadany.
Na to policjant odparł, że wielu już takich było i że coś mi pokaże. Poprosił, abym poszedł za biurko, otworzył raport z innej sprawy i kazał mi czytać, a tam zdanie:
„Wtedy stwierdził, że to narzędzie jest zbyt tępe, aby ją zabić, więc wziął tłuczek do mięsa i uderzył ją w czoło, po czym dalej dobijał ją uderzeniami w głowę”.
Akurat znałem tą sprawę, gdyż było o niej głośno w mojej okolicy. Powiedziałem, co wiem na ten temat, a w odpowiedzi usłyszałem:
„Ty to jednak cwaniak jesteś”, oraz informacje, że 4 osoby, które widziały w wannie (bo tam zabójca je przeniósł) ciało zamordowanej kobiety, też na początku były twarde, ale później poszły się jak to policjant ujął: „leczyć do psychiatryka”.
Skończyłem to niecodzienne zeznanie i poszedłem do domu, myśląc jak to pięknie wyjąłem sobie z życia przeszło 5 godzin.
Na tym pewnie bym zakończył notkę, gdyby nie to, że następnego dnia miałem kolejne starcie pod tytułem:
„Zajebisty ja vs. Policja”
Był ciepły piątkowy wieczór. Wybrałem się z dwoma znajomymi na imprezę. Po drodze mieliśmy wstąpić do kolegi mieszkającego niedaleko lokalu, do jakiego zmierzaliśmy, aby w trójkę wypić pół litra wytrawnego trunku, jakim jest Wyborowa Rajskie Apple. Niestety okazało się, że kolega, do którego zmierzaliśmy musiał nagle wyjść i nie bardzo mieliśmy, dokąd pójść, gdyż mieszkamy kawałek drogi od miejsca, w którym byliśmy.
Poczuliśmy się co najmniej nie komfortowo wiedząc, że musimy wypić naszą wódkę, jak gównażeria gdzieś w plenerze. Ciężko jednak znaleźć ustronne miejsce w centrum miasta.
Po kilku minutach błąkania się, w końcu znaleźliśmy ładny skwerek. Nie wyciągając butelki z papieru, jak typowi menele zaczęliśmy szybko pić kolejna za kolejką.
Całe szczęście, że Wyborowa posiada świetną zakrętkę, która nadaje się jako plastykowy kielon o pojemności 25 ml. Rozglądając się na boki czy nie zbliża się do nas nic niebieskiego, lub umundurowanego, opróżnialiśmy zawartość butelki.
Nagle z za rogu wyjechała furgonetka policyjna (zwana potocznie „lodówą”, bądź obraźliwie „suką”) i widać było wyraźnie, że jedzie w naszą stronę. BA! Specjalnie do nas.
Flaszka zniknęła za naszymi plecami, a my rozpoczęliśmy żarliwą, pozorowaną rozmowę o problemach tego świata.
Furgonetka podjechała, załadowana po brzegi – 7 policjantami, co wcale nas nie zdziwiło, w końcu nas było aż trzech i to podejrzanych o zbornie, jakich mało. Jednak wysiadło tylko dwóch funkcjonariuszy, gdyż reszta prawdopodobnie się bała.
Rozpoczął się kolejny dialog (cytuje z pamięci):
Policjant: „Dobry wieczór!”
Ja: „Dobry wieczór, w czym mogę pomóc?”
Policjant: „Co Panowie, ładnie to tak?”
Ja: „Ale o co chodzi Panie władzo?”
Policjant: „A co tam macie z tyłu?” (patrząc na butelkę owiniętą w papier)
Ja: „Nie mam pojęcia co to jest”
Policjant: „Czyli Pan nie pił tutaj?”
Ja: „Nikt nic takiego nie widział”
Policjant: (wkurwiony): „Chce Pan tu ze mną dyskutować pod kamerą?!”
Po tym zdaniu policjant pokazał palcem bank, który był po drugiej stronie ulicy, a tam kamera na podczerwień.
Pomyślałem: „O kurwa” i zmieniłem strategie rozmowy mówiąc:
„Nie o to mi chodziło Panie władzo, nic z tych rzeczy”
Policjant poprosił o dowody osobiste i rozdał je niczym karty w pokorze swoim kolegom.
Każdy z nas otrzymał osobnego policjanta to rozmowy i zaczęły się negocjacje:
Policjant: „Będzie 100 zł mandatu za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym”
Ja: „100 zł? Panie władzo, jakie 100 zl? Pan pewnie myśli, że my tutaj z premedytacją piliśmy tą wódkę, ale to wyszło niechcący, gdyż po prostu opcja z lokalem u kolegi się wykruszyła”
Policjant, pomyślał chwilę, po czym wyciągną butelkę z papieru i powiedział:
„O Wyborowa!”
Ja: „Oczywiście, byle, jakiej wódki nie pijemy!”
(wtedy wszyscy policjanci w furgonetce pokiwali głowami na znak uznania)
Policjant: „I to jeszcze Rajskie Apple”
Ja: „Tak – najlepsza!”
Policjant: „No fakt, dobra, dobra.”
Ja: „Nie, dobra tylko najlepsza! Naturalnie są jeszcze inne dobre polskie np. Żołądkowa gorzka, a nie jakieś tam przereklamowane zagraniczne Finlandie, czy inne. Wyborowa najlepsza, w końcu prawie 200 letnia tradycja”
(Policjanci znowu pokiwali głowami)
Policjant: „Czyli Panowie właściwie tak patriotycznie wspierają polską gospodarkę!”
Ja: „Wyjął mi to Pan z ust!”
Policjant: „Czyli często taki pijecie tą wódkę skoro się znacie”
Ja: „Nie tak często, ale faktycznie znamy się”
Policjant: „W takim razie będzie 50 zł mandatu”
Ja: „Panie władzo, jakie 50 zł? Za wyborową?”
Policjant 2 (patrząc na dowód, mówi do kolegi): „A widzę, że 2 dni temu urodziny były, czyli to taka urodzinowa flaszka?”
Kolega: „Pan władza rozumie, urodziny były, teraz jest piątek to postanowiliśmy troszkę zaszaleć!”
Po chwili negocjacji policjanci stwierdzili, że dadzą nam ulgowy mandat za „usiłowanie spożycia alkoholu w miejscu publicznym”, w kwocie 30 zł.
Na pytanie czy przyjmujemy, oczywiście zgodziliśmy się, dziękując za taką wyrozumiałość i niebywałą promocję. Dodałem tylko, że jestem niepocieszony, gdyż teraz dostaje mandat na 30 zł, a wczoraj poświęciłem kilka godzin, aby pomóc policji w schwytaniu i ukaraniu prawdziwego przestępcy, ale to nie było wystarczającym powodem aby anulować mi mandat.
Z lekkim niepokojem o dalszy los Wyborowej, spytałem, czy butelkę możemy zachować (a zostało tam jeszcze jakieś 0,2 l), ale na szczęście nie było z tym problemu.
Cała interwencja policyjna mająca na celu walkę z nietrzeźwością, trwała zaledwie 20 minut, więc przynajmniej poszło im to sprawnie.
Co ciekawe nie pozwolono nam zapłacić na miejscu, a byliśmy do tego skłonni.
I to by było na tyle smerfnych opowieści. Wnioski każdy może wyciągnąć sam, ja wyciągnę tylko jedne bardzo prosty:
Dobrze, nie jest, ale mogłoby być gorzej… albo odwrotnie?
