1 Listopada - święto ograniczonych umysłowo.
Jako, że ostatnimi dniami z okazji święta zmarłych byłem na cmentarzach, pomyślałem, że ożywię trochę mojego umarłego bloga.
Myśli, które mnie to tego skłoniły pojawiły się w mej pięknej głowie, właśnie w tym miejscu, gdzie nie wolno pierdzieć, bekać, śmiać się, a należy oddać się chwili zadumy a i łezka w oku jest mile widziana.
Tak, więc stałem tak nad grobem mojego kochanego dziadka i myślałem, jaki to całe wielkie święto ma sens.
“Jaki to ma kurwa sens” – pomyślałem ponownie i zacząłem rozglądać się w okół.
To jakaś paranoja, aż mi się jeżą włosy pod kolanami.
Mamy w kraju prawie samych katolików. Wszyscy, co roku pięknie śmigają na groby, pokazując, jacy to są porządki, religijni i cacy. Już wolę ateistów, takich jak Wilmore, którzy otwarcie deklarują, co i jak. Chociaż Wilmore na groby pewnie też śmiga – ale mu wybaczam, bo on zapewne również ma wiele (mimo że odmiennych) wątpliwości przekraczając bramy cmentarza.
Do rzeczy - owe święto polega na zapalaniu setek zniczy, lampek, lampionów, świetlików i pewnie też żarówek energooszczędnych, tylko po to, aby… no właśnie PO CO?
Dla oddania pamięci? Nie bardzo rozumiem.
Oczywiście patrzymy na całe święto przez pryzmat wiary, więc gdy my będziemy parzyć sobie ręce dekorując grób, zmarły będzie wyglądał za chmurki (przyjmując, że był grzeczny i poszedł do nieba) i patrząc na nasz dupny znicz i pomyśli sobie tak:
“Jak on mnie kocha! Na pewno bardziej niż sąsiad swojego zmarłego, gdyż postawił na mojej płycie większy znicz, z superdługo palącym się knotem, no i do tego jeszcze dorzucił kolorowe, odpustowe kwiaty”.
Jasne, cmentarz ładnie wygląda wieczorem, czy w nocy, jeżeli akurat nikt nie skacze po nagrobkach, ale w dzień to jeden wielki odpust.
Nie, nie myślę teraz o sprzedawanych tuż obok cmentarzy żelkach - te akurat są w porządku.
Myślę o tych stroikach we wszystkich kolorach teletubisi, wstążeczkach, bukiecikach z jesiennych liści, oraz o pięknych lampkach i zniczach, od których zacząłem swój wywód.
Na chuja to wszystko?
Nie będę lepszym człowiekiem, jeżeli wyczyszczę grób z liści, ziemi i robaków, oraz “pięknie” go przystroję.
Nie zmienię losu zmarłego przez te tradycje.
Nie będę lepszy, jeżeli przypomnę sobie o zmarłej, bliskiej mi osobie raz w roku i wystartuje w corocznym nieoficjalnym konkursie na najlepszy grób dziadka.
Nie będę lepszy od krewnych, jeżeli zepchnę ich małe lampki na krawędź grobu i dołożę swoje – wymyślniejsze i większe rzecz jasna.
Pomijając tą jedną wielką pomyłkę, zauważyłem pewną prawidłowość - z początkiem listopada panuje taka smutna atmosfera i nie bardzo wiem dlaczego.
Jeżeli od śmierci bliskiej osoby minął jakiś czas, a teraz obchodząc święto KOŚCIELNE idziemy na cmentarz, to powinniśmy się cieszyć. Co innego nam pozostaje, jak cieszyć się ze zbawienia kogoś nam bliskiego?
Dlaczego Polacy się nie cieszą? Bo nie potrafią wierzyć, a całą wiarę pochłania tradycja i brak myślenia.
W tym wszystkim powinno chodzić o coś więcej. Święto zmarłych powinno wyglądać inaczej i to nie bynajmniej jak Haloween, za oceanem.
Prosta sprawa – święto zmarłych musi być w czerwcu, aby ogólny nastrój wakacyjno-urlopowo-letni udzielał się wszystkim. Rodzina powinna zjeżdżać się w jedno miejsce zabierając ze sobą zdjęcia, pamiątki po zmarłych i ewentualnie jakiś dobry alkohol. Na takim spędzie rodzinnym można by powspominać tych, którzy odeszli, pośmiać się z anegdot, pooglądać stare zdjęcia i wspólnie pomodlić się za zmarłych. W taki sposób na pewno oddawałoby się “większą cześć” nieobecnym bliskim, a i byłoby weselej.
Co więcej, pieniądze, które normalnie każdy wydałby na kwiaty, znicze, ozdoby, zapałki, zapalniczki i paliwo potrzebne na dojazd do cmentarza, powinno dawać się na wyznaczony szczytny cel – niepełnosprawne dzieci, zdolni blogerzy, sprzęt medyczny, remont dróg, darmowe prezerwatywy w szkołach itp. Jeżeli wszystkie pieniądze, które w tym roku ludzie wpakowali w groby zebrało by się w kupę, to kasa z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy mogła by zrobić jej laskę.
Chciałbym, aby po mojej śmierci spalono mnie i wywalono byle gdzie, lub rozebrano na części pierwsze i oddano sprawne organy. Natomiast kasę przeznaczoną na grób oddano na pierwszy rok studiów mojego wnuka.
Kończę, bo jest 1:11 i zaraz leci dobry film na TVP 1
(o tej stacji napiszę kolejną notkę jutro).
Na podsumowanie - myślcie o zmarłych i módlcie się za nich, ale częściej niż raz do roku. Z początkiem listopada uśmiechajcie się szeroko, a jak już musicie chodzić na groby, to wystarczy, że po prostu staniecie z rodziną przy nim i pomodlicie się wspólnie, oraz pośmiejecie się z tego co działo się za życia nieboszczyka.
Czy usłyszę AMEN?

Komentarze(2)