Po prostu ja. Zajebisty JA!

Blog o mnie i o moim życiu… ale nie tylko…

Archiwum kwiecień, 2008

Tak, tak nowa notka! ;-)

Nie do końca, raczej tylko informacja, że niedługo blog znów będzie żył, a nie czołgał się.
Coś się ostatnio lenie i nie pisze.
NIE!
Po prostu życie zjada mi czas, niczym grubas cheeseburgera w McDonald’s.
Życie męczy mnie, jak niezadowolony klient, konsultanta z błękitnej linii neostrady.
Życie rzuca pod me stopy kłody i każe wysoko skakać, tak abym zahaczył głową o podstawione przez nie gałęzie drzew.
Życie zakręca moją drogą, raz w prawo, raz w lewo, tak aby było zabawnie, różnorodnie, ale też tak, aby chciało mi się rzygać.
Życie stawia przede mną dylematy i każe wybierać mniejsze zło, lub zmodyfikowane genetycznie dobro.
Ehh.. te “Życie”, ale cóż, nie narzekam, bo w sumie źle nie jest, tylko zbyt… intensywnie.
Na dniach napiszę wreszcie o policjantach, oraz coś nowego od siebie.
Znowu piszę w nocy (1:44 na zegarze), myślę, że w ciągu 72 godzin będzie znowu co czytać/z czego śmiać się.



Szachy?

I znowu piszę notkę na blogu po 1 w nocy.
Co prawda miałem napisać o panach policjantach, ale o nich napiszę może w weekend, bo teraz jakoś nie czuję takiej potrzeby.
Mam sporo pracy, ale w ramach małej przerwy, postanowiłem napisać o szachach, a może nie o nich?
W owej szlachetnej grze możliwa jest taka sytuacja, w której po wykonaniu ruchu pierwszego zawodnika, drugi nie ma możliwości zrobienia żadnego ruchu. W takiej sytuacji mówimy o “pacie”, czyli remisie, a nie o “szach macie’.
Chciałbym zrobić jakiegoś sprytnego mata, ale kurwa nie mogę, bo brakuje mi dobrych figur i odpowiednich pozycji.
Teoretycznie mogę wykonać niezłe posunięcie w defensywie, ale wtedy mogę stracić zaraz po królu najważniejszą figurę - damę.
Mogę też zaatakować, ale wtedy boję się o laufra, którego bardzo cenię
Jeżeli zadbam o damę, to goniec może już nie stanowić na szachownicy tak ważnej figury jak wcześniej, gdyż… nie będzie chciał grać, albo zagra po swojemu. Z drugiej strony nie ma do tego prawa, więc nic nie powinno stać na przeszkodzie.
Do tego dochodzi kwestia tego typu, czy na pewno królówka jest mi potrzebna do dalszej gry?
Najgorsze, jest to, że nie wiem czy grę rozgrywam przez rozsądek, czy przez konia…

szachy



Mamy 1:11

Urodziny dnia, lub coś w tym guście. Właśnie wróciłem z urodzin przyjaciela. Niestety (hurra!) szedł litr za litrem… oczywiście WYBOROWEJ i już trochę ciężko mi pisać. Jutro lecę na kolejną kawę z McDonald’s. Generalnie od 5 dni nic nie pisałem, ale jutro (a właściwie dziś) napiszę. O czym? O policji! Nie będę pisał “hwdp”,  bo policja jest jaka, jest ale ją szanuję. Jak wszędzie - są tacy którzy nic nie robią, oraz tacy co za nich nadrabiają. W ciągu dwóch dni (czwartek i piątek) miałem okazję zobaczyć jak pracuje policja, jeżeli jesteś poszkodowanym (a właściwie świadkiem), oraz oskarżonym o wykroczenie (picie Wyborowej to nie grzech). Postaram się napisać o tym jutro, a na razie idę do domu, gdyż aktualnie w nim nie jestem i po zjedzenie spaghetti pójdę spać.

Ps: przepraszam za ewentualne błędy, ale możemy je zwalić na promile :)



Śniadanie w McDonald’s

Dziś, oraz wczoraj z przyczyn mniej lub bardziej losowych spędziłem ranek w czymś, co dumnie zwie się „restauracją”, czyli w McDonald’s. Nie jestem częstym klientem tej jadłodajni – raz na 2 miesiące przypadkowo zjem tam cheeseburgera, lub wypiję szejka .
Wczoraj przeżyłem szok, kiedy to po wejściu do lokalu, moja towarzyszka oświadczyła mi, że o tej porze nie kupię cheeseburgera. Pomyślałem, że słabym dowcipem jest mówienie o tym, że nie dostanę kanapki w restauracji, która z niej właśnie słynie.
Okazało się, że nie był to żart, choć od dnia żartów się zaczęło, czyli od 1 kwietnia.
Otóż od początku miesiąca McDonald’s idąc za zachodnim wzorcem wprowadził ofertę śniadaniową. Co prawda jak udowodnił mi Wilmore, stały bywalec McDonald’s (coś trzeba robić zamiast chodzić na zajęcia), taka oferta była już dostępna w czerwcu 2005 roku, jednak był to eksperyment, a nie na stałe wprowadzona opcja.
Oferta śniadaniowa polega na serwowaniu od otwarcia lokalu, do 10:30 wyłącznie deserów, napojów (szczególnie duży wybór różnego rodzaju kaw marki Jacobs), oraz kanapek śniadaniowych.
Zapomniałem zabrać ulotkę, aby dokładnie wszystko opisać, ale oprócz kanapek z serem i szynką, lub z podwójnym serem, które zapadły mi w pamięć i pod podniebienie, szczególną uwagę zwróciłem na kanapkę z serem i uwaga: JAJKIEM.
Doczekałem się czasów, kiedy to w McDonald’s mogę zjeść jajko. Jest ono w formie czegoś na kształt omleta, a razem z nadtopionym żółtym serem, oraz mięciutką bułeczką smakuje wybornie. Przez chwilę miałem nawet wrażenie, że jem coś zdrowego, ale nie popadajmy w skrajność.
Wspomniana kanapka kosztuje 3 zł, czyli normalna (wysoka) cena jak na ten lokal.
Co ciekawe aktualnie jest promocja i jeżeli kupię sobie dowolną kawę, to taki przysmak dostanę w prezencie.
Interesuje mnie tylko biała kawa, tak więc zerknąłem na jej cenę
Mała – 0,2 l, to koszt 3,90 zł, natomiast duża – 0,3 l (też mi wielki rozmiar!), kosztuje 4,90 zł.
Oczywiście, zarówno wczoraj, jak i dziś inwestowałem w dużą białą kawę.
Teraz każdy, kto czyta tą notkę myśl, że za niecałe 5 zł otrzymywałem dużą kawę i kanapkę z jajkiem, ale tutaj zaskoczenie - nie tylko!
Do godziny 10:30 (a właściwie w praktyce do 10:15) miła pani chodziła z dzbankami kawy, pytając czy klienci chcą darmową dolewkę. Dolewki kawy były nielimitowane i co ciekawe pani dosyć często przechadzała się między stolikami proponując pobudzający napój. Moje zdziwienie wynika z tego, że swego czasu w Pizzy Hut, była podobna promocja, tyle, że z Pepsi. Nazywała się “Wielka dolewka” i teoretycznie po wykupieniu pewnej ilości pepsi w jakiejś tam cenie (nie pamiętam już dokładnie), można było dostawać pepsi do oporu. Wyglądało to tak, że kelnerka przychodziła na samym początku, jak człowiek jeszcze nic nie wypił i dolewała odrobinę pepsi. Później pojawiał się jeszcze raz, a następnie chowała po kątach, aby tylko nikt nie poprosił o więcej. W każdym razie McDonald’s, stosuje inny, przyjaźniejszy marketing i kawy jest rzeczywiście w brud.
Jednak na tym nie kończą się niespodzianki. Na każdej dużej kawie znajduje się naklejka z obrazkiem kawy (herbaty?), oraz mała kartonowa plansza, którą można oderwać od kubka. Po co? Ano po to, aby przyklejać naklejki na kartonik i po przyklejeniu 6 sztuk wymienić kartonik na darmową kawę. Po 2 dniach, mam 4 takie naklejki i chyba następnym razem zaczepię kogoś, aby odstąpił mi swoją naklejkę, gdyż sporo kubków z nimi było wyrzucanych.
W McDonald’s przez te 2 dni spędziłem prawie 10 godzin i oprócz testowania nowych śniadaniowych produktów obserwowałem zachowania i sposób bycia innych klientów.
To nie bywałe jak różne osoby tam przychodzą, jakim językiem się posługują, oraz w jaki sposób jedzą i piją, ale o tym napiszę więcej w innej notce.
Naturalnie nie byłbym sobą, gdybym nie zagadał do całkiem ładnej kasjerki.
Przeczytałem jak ma na imię z plakietki, którą nosi każdy pracownik na piersi i dialog potoczył się tak:
Ja: Pani Magdo, poproszę dużą kawę, białą kawę.
McDonald’s Girl: “A Pan jak ma na imię?”
Ja: (…) - przedstawiłem się
McDonald’s Girl: “Duża kawa, dla Pana (…), Proszę Panie (…), kawa i gratis kanapka.”
Ja: “Dziękuje serdecznie. Miłego dnia życzę!”
McDonald’s Girl: “Proszę bardzo, zapraszam ponownie.”
Ja: “Na pewno wrócę.”
Po 2 godzinach wracam i kolejna mała rozmowa:
Ja: “Witam ponownie Pani Magdo. Poproszę 2 duże białe kawy”
McDonald’s Girl: “9,80 zł”
Ja (podając pieniądze): “Proszę. Teraz niestety nie dostanę kanapki gratis”
McDonald’s Girl: “Niestety, promocja jest tylko do 10:30″
Ja: “To skandal! Tak całkowicie bez gratisów!”
McDonald’s Girl: “No niestety, tylko do 10:30″
Ja: “To chodziarz gratis powinienem dostać Pani numer telefonu”
McDonald’s Girl (z uśmiechem): “Dobrze.”
Następnie podała mi swój numer. Spisałem i pożegnałem się… Może napiszę, lub zadzwonię.

Podsumowując, nowa oferta McDonald’s zrobiła na mnie pozytywne wrażenie i teraz mam odrobinę lepszą opinię o tej restauracji. Na pewno mając 5 zł w portfelu wpadnę tam nie raz, aby porozmawiać z panią Magdą, zjeść kanapkę z jakiem, oraz napić się kawy, która da mi energię na cały dzień.

McDonald's



Strzał w dziesiątkę

Poniedziałkowy wieczór, można by nawet rzec, że noc, bo godzina 23:45.
Pomyślałem, że warto oderwać się od pracy i zobaczyć coś w telewizji.
Z założenia miał to być jakiś mało ambitny film, ze względu na późną porę i moje zmęczenie.
Wstukałem w przeglądarce adres www.tv.wp.pl i szybko ogarnąłem wzrokiem, jakie ciekawe filmy oferuje mi telewizja publiczna. Naturalnie nic ciekawego nie znalazłem. Nagle mój wzrok przyciągnął napis „Strzał w 10” – teleturniej o 23:55.
Widziałem wcześniej reklamę tego nowego show Polsatu – sztuczne okrzyki publiczności, brawa, wielkie kwoty i… Cezary Pazura w roli prowadzącego. Lubię tego aktora komediowego, więc pomyślałem, że mogę zobaczyć jak wydurnia się w mało ambitnym programie.
„Strzał w 10” polega na typowaniu przez uczestnika, jaki procent Polaków robi daną rzecz.
Runda o główną nagrodę pieniężną składa się z 4 pytań tekstowych, ale z pięciu etapów w grze. Poszczególne etapy Rundy II (Runda I to eliminacje, które wyłaniają jednego uczestnika) przedstawiają się następująco:
I etap – premiowany jest kwotą 100,00 zł
II etap – premiowany jest kwotą 1000,00 zł
III etap – premiowany jest kwotą 10 000,00 zł
IV etap – premiowany jest kwotą 100 000,00 zł
Piąty etap gry o nagrodę główną 1 000 000 zł wyjaśnia się dopiero wtedy, kiedy zawodnik dociera to tego etapu - cokolwiek to ma znaczyć, tak to było wyjaśnione.Tak czy inaczej, w każdym z etapów padają pytania typu:
„Ile procent Polek przyznaje się, że przynajmniej raz udawało orgazm?”
“Ile mężczyzn przyznaje się, że zdarza im się płakać na filmie?”
Czyli wiedza nie jest ważna, a pewna wiedza o społeczeństwie, szczęście, oraz wyczucie.
Mimo tego teleturniej oglądało mi się dobrze, gdyż ciekawiły mnie te statystyki, a i żarty Pazury, były niezłe.
Jednak te dwa czynniki nie zadecydowały o tym, że „Strzał w dziesiątkę” oglądało mi się wyjątkowo dobrze.
Na to wpływ miały kolejne, dwa, dodatkowe czynniki.
Pierwszym z nich była moja pól litrowa kawa, według mojego przepisu omawianego kiedyś na blogu.
Natomiast drugim czynnikiem było to, kto brał udział w konkursie.
Nie wiem czy to zbieg okoliczności, ale o milion (bo on jest główna nagrodą), grały tylko i wyłącznie panie. Na moje oko były średnio w wieku 25 lat i były naprawdę ładne. Każdej z uczestniczek pomagała koleżanka i nie wiem jak to możliwe, ale każda z nich była ładna.
Co więcej, większość z nich była BARDZO wybijająca się ponad przeciętność (ahh ta piękna przyjaciółka grającej). Jeżeli tak ma wyglądać każdy odcinek tego teleturnieju to będę go oglądał.
Zajebiste laski, śmieszny prowadzący i ciekawe statystyki, to coś to pomaga się zrelaksować.
Oczywiście była to powtórka programu, jak zdążyłem sprawdzić, normalnie jest emitowany w sobotę o godzinie 17:45.
Polsat jawnie chce przebić TVN, który o 18 w soboty nadaje “Milionerów”, ciekawa koncepcja. Być może będzie to pierwszy teleturniej który będę często, a może nawet i co sobotę oglądał, gdyż jak dla mnie to strzał w dziesiątkę ;-)

Strzał w 10



NastEpna strona »